Jadorna Studio Sp. z o.o. – Projektowanie i zakładanie ogrodów

blog

Tchnienie wiosny na targach Gardenia

Powiało wiosną w naszym wciąż zimowym kraju! Jak co roku, pod koniec lutego odbyły się w Poznaniu targi Gardenia.  Na gości targowych czekały trzy pawilony pełne stoisk szkółek, centrów ogrodniczych, producentów nawozów i sprzętu ogrodniczego, a nawet kilku architektów krajobrazu, paru wydawnictw i dwóch szkół „przyrodniczych” – Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i HAS Den Bosch z Holandii.

Dodatkowo w czasie trwania targów odbywała się konferencja „MIEJSKA SZTUKA OGRODOWA. Nowoczesne parki”, której prowadzącym był, podobnie jak przed rokiem, ulubieniec studentów i absolwentów, Pan Profesor Piotr Urbański.

Spędziłam na Gardenii cały dzień – od rana do późnego popołudnia – i muszę powiedzieć, że chociaż zdecydowanie było warto, to jednak pozostawiła ona pewnie niedosyt.

Zacznijmy jednak od pozytywów:

– zdecydowanym hitem był dla mnie pokaz „mody nawozowej”

– rewelacyjnym pomysłem był gigantyczny niedźwiedź zdobiący stoisko szkółki – nomen omen –  „Niedźwiedź”

– wrażenie robiła oferta szkółki Floribras, reprezentowanej przez uroczą Michaelę

– interesujące oferty przedstawili producenci wyposażenia placów zabaw

– większość stoisk była ładnie zaaranżowana, rośliny przyciągały oko, zwracały tez uwagę kwitnące już magnolie

Niestety, były też minusy:

– nie powalała wystawa prac florystycznych

– ogólny poziom prac nadesłanych na konkurs „Zieleń w mieście” nie był olśniewający

– ogrody pokazowe były smutne i mało kolorowe – „zasługa” przedłużającej się zimy

– „koszmarki” ogrodowe – to znaczy wszelkiej maści krasnale, plastikowe bociany i inne tego typu „atrakcje”, które zazwyczaj kojarzą się z przygranicznymi sklepami i ogródkami naszych zachodnich sąsiadów, co gorsza obecne także na stoisku projektantów ogrodów

Ogólnie wrażenia z Gardenii bardzo pozytywne, widać też postępy w stosunku do zeszłego roku…jednak nadal daleko nam do takich wystaw jak Chelsea Flower Show…

Rzymskie Wakacje

Po szaro-burej monotonii pokrytego śniegiem polskiego krajobrazu przylot do Rzymu (po zaledwie niecałych dwóch godzinach podróży) szokuje feerią barw i zapachów. Już pierwsze chwile na lotnisku Ciampino i podczas przejażdżki autobusem prowadzonym przez szalonego kierowcę dają przedsmak niepowtarzalnej atmosfery Wiecznego Miasta. Niemałe znaczenie ma oczywiście temperatura. Zaskakuje widok Rzymian w futrzanych płaszczach i wełnianych czapkach, podczas gdy my, przybysze z północy, pocimy się w naszych zimowych kurtkach. Rożnica niemal 20 stopni Celsjusza może zaskakiwać nieprzygotowany na taką zmianę organizm!

Rzym jest miastem barwnym – nawet w lutym. Te barwy dostrzegamy zwłaszcza w kontraście z zalegającym w Polsce od miesięcy śniegiem.  Natychmiast po przylocie witają nas palmy, które będą towarzyszyć nam przez resztę pobytu. Wszędzie naokoło dostrzeżemy też sosny pinie i cyprysy. Pinie zdobią wyniosłe mury Watykanu i pochylają się nad zabytkami Forum Romanum. Wtórują im wyniosłe, wysmukłe cyprysy. Zielona trawa wyrasta między wszechobecnymi antycznymi ruinami. Roślinność wylewa się zza płotów i pokrywa barwnymi kaskadami wiekowe mury, kipi z ogrodów na dachach i wyrasta ze szczelin w ścianach.

Jeśli zagłębić się nieco w rzymskie uliczki, można zauważyć drobne elementy stanowiące o specyfice tego miasta. Zachwycają przede wszystkim miniaturowe balkony przyklejone do ścian domów niczym ptasie gniazda i parapety okienne –  dosłownie kipiące  zielenią. Wydawałoby się, że ani balkon czy parapet, ani stojące na nim doniczki nie mają prawa się utrzymać.  Nie widziałam jednak żadnego wypadku z udziałem przechodnia i doniczki! Rośliny często  zasłaniają odrapane ściany i odpadający tynk. Rzymianie do perfekcji opanowali sztukę zagospodarowania zielenią bardzo niewielkich przestrzeni – umiejętność godna pozazdroszczenia i niezbędna w gęsto zaludnionym mieście. Kilka przykładów rzymskich balkonów i parapetów poniżej.

Charakterystyczne dla Wiecznego Miasta są też urocze podwórka kamienic i kościołów wypełnione roślinnością. Bywają to drzewka w gruncie (pomarańcze, banany, cytryny…) lub rośliny w doniczkach. Wiele takich podwórek posiada własne, miniaturowe fontanny. Można je zauważyć zaglądając chyłkiem przez bramę – zazwyczaj są one usytuowane na wprost wejścia. Czasem rolę takiego mini – ogródka pełni wąski wjazd na posesję. Wtedy jest on wypełniony roślinnością, z pozostawionym jedynie wąskim przesmykiem na samochód. Nie trzeba dodawać, że Rzymianie dokonują cudów parkując w niemożliwie, wydawałoby się, wąskich zaułkach.

W Rzymie łatwo można się zakochać – ale można i z niego czerpać inspirację, jak nawet najmniejszy i najbrzydszy zaułek uczynić kipiącym roślinnością, zielonym rajem.

posted in ogród

Zimujemy!

Za oknem w Poznaniu znowu pada śnieg. Tegoroczna zima zaskakuje nas długością i srogością. Śnieg i lód pokryły dachy, ulice, trawniki i drzewa…

Ciche, spokojne i piękne są ogrody przysypane puszystą pierzynką. W dodatku chroni ona ukryte pod nią rośliny przed przemarznięciem. Z drugiej strony, nadmiar okiści może prowadzić do łamania się gałęzi pod jej ciężarem. Ujemne temperatury także stanowią zagrożenie dla roślin ogrodowych.

Co robić, by zminimalizować szkody i wiosną móc się bez przeszkód cieszyć odtajałym ogrodem?

  • otrząsajmy gałęzie z nadmiaru śniegu – uchroni je to przed złamaniem pod ciężarem
  • zgodnie z zasadą „lepiej późno niż wcale” nadal warto otulić rośliny gałązkami iglaków lub włókniną i sprawdzić już istniejące osłony
  • jeśli zapomnieliśmy o bieleniu pni jesienią, warto zrobić to teraz
  • nie odgarniamy śniegu ze ścieżek na trawnik  – zbyt gruba zalegająca warstwa śniegu może doprowadzić do gnicia trawy
  • nie powinniśmy zbyt często chodzić po zamarzniętym zbiorniku wodnym, gdyż niepokoi to ryby
  • odgarniamy śnieg z oczka wodnego i regularnie sprawdzamy przeręble, w razie czego usuwając gromadząca się warstwę lodu (lepiej użyć do tego garnka z gorącą wodą, rozkuwanie bowiem również niepokoi zimujących mieszkańców stawu)

Przy okazji pamiętajmy o naszych „braciach mniejszych”. zabierzmy psa lub kota do domu, lub przynajmniej zapewnijmy im ciepłe pożywienie, wodę i schronienie wysłane suchym sianem. Jeśli dokarmiamy ptaki, róbmy to regularnie, używając dobrej jakości pokarmu i pamiętając o umieszczeniu karmników poza zasięgiem zgłodniałych kotów.

Oprogramowanie – część I

Na rynku można znaleźć mnóstwo programów przeznaczonych do projektowania i wizualizacji ogrodów. Na półkach sklepowych znajdziemy z pewnością „Garden Composer” czy  „Wymarzony Ogród”, w Internecie można wyszukać jeszcze więcej programów, często darmowych, jak chociażby „Virtual Garden”.

Programy przeznaczone do projektowania ogrodów działają zazwyczaj na tej samej zasadzie: projektant (lub po prostu właściciel ogrodu) wyznacza kształt i wymiary ogrodu, określa tło, wyznacza przebieg ścieżek, wybiera rośliny z dołączonej biblioteki i przenosi je na plan. Program sam tworzy wizualizację 3D na podstawie rysunku 2D.

Dlaczego więc AutoCAD? Dlaczego wydawać tyle pieniędzy (przypominam, że AutoCAD LT to wydatek rzędu 4 – 5 tysięcy złotych) na program, który nawet nie ma w nazwie słowa „ogród” ani „garden”, który nie jest ani kolorowy, ani (przynajmniej na pierwszy rzut oka) prosty w użyciu? Co stanowi o jego przewadze?

Przede wszystkim kompatybilność i uniwersalność. Projektant zieleni otrzymuje od architekta rysunek w formacie dwg i na tej podstawie może pracować nad ogrodem, a po skończonej pracy przesłać plik z powrotem do biura architektonicznego. Praktycznie każde biuro architektoniczne posiada AutoCADa, rzadko jednak  – specjalny program do projektowania zieleni. Używanie współpracującego oprogramowania i tego samego formatu rysunków ogromnie ułatwia komunikację w zespole!

Po drugie, dokładność. W AutoCADzie można zaprojektować dowolnej wielkości ogród z żądaną dokładnością, następnie można go zwymiarować, przygotowując plik dla wykonawcy, w sposób przyjęty w rysunku technicznym. Programy typu Garden Composer posiadają wbudowane ograniczenie wielkości ogrodu. Minimalna wielkość jednostek długości czy powierzchni też bywa różna.

Ponadto, biblioteki wbudowane w takie programy rzadko bywają dostosowane do naszego klimatu, a rysunki przez nie produkowane są sztampowe i płaskie, brak im indywidualności i charakterystycznego dla danego projektanta stylu.

Oczywiście, rysunki powstające w AutoCADzie są pierwotnie sterylne i bardzo techniczne, stanowią one jednak doskonałą bazę dla powstającego projektu i łatwo poddają się dalszej obróbce, w przeciwieństwie do „fotorealistycznych” obrazów z programów do projektowania zieleni. W Writtle College, który ma opinie jednego z najlepszych ośrodków projektowania zieleni i architektury krajobrazu w kraju, nie spotkałam ani jednej osoby posługującej się specjalistycznym programem do projektowania ogrodów!

A czym można taki program zastąpić? O dalszych możliwościach – a są one zaiste nieskończone! – zabawy z rysunkami z AutoCADa –  postaram się napisać w następnej notce.

posted in firma

świeżo upieczona biznesłumen

Projektantka ogrodów i biolog – zarówno z wykształcenia, jak i z zamiłowania. Fascynują mnie ogrody, zasady ich projektowania i niezliczone sposoby, w jakie oddziałują na ludzkie dusze. Interesują mnie też programy do obróbki graficznej, to niesamowite, co można za ich pomocą stworzyć!

Nie znoszę pracy od 7 do15.  Nie cierpię uregulowanego stylu życia. Nie znoszę, gdy ktoś każe mi robić coś, co nie ma za grosz sensu i jest czysta stratą czasu.

Stąd wzięła się właśnie WŁASNA FIRMA.

W swoim czasie zetknęłam się z brytyjską szkołą projektowania ogrodów i uderzyła mnie jedna rzecz:  „Landscape & Garden Design” należy na tamtejszych uczelniach do wydziału szeroko pojętego „dizajnu”, razem z projektowaniem wnętrz, grafiką, informacją wizualną. U nas jest to zazwyczaj kierunek lub tylko specjalność w ramach ogrodnictwa lub czasem na architekturze.  Dlatego też potem większość firm zajmuje się jednocześnie projektowaniem zieleni i jej zakładaniem, podczas gdy w Wielkiej Brytanii biura projektowe bardzo często funkcjonują zupełnie oddzielnie!

Mam nieodparte wrażenie, że tak ścisłe łączenie projektowania z ogrodnictwem i wykonawstwem nie wpływa korzystnie na jakość projektów. Nie jest to z mojej strony czysta megalomania czy bezmyślne zapatrzenie w Zachód – po prostu możemy się jeszcze wiele nauczyć od kraju Gertrudy Jekyll i Capability Browna.

Dlatego właśnie  moim dążeniem, ambicją i celem istnienia mojej firmy jest projektowanie zieleni z profesjonalzimem równym ogrodom na Chelsea Garden Show. Albo wyższym! A co!