Jadorna Studio Sp. z o.o. – Projektowanie i zakładanie ogrodów

Category Archives: zagraniczne wojaże

Park Mużakowski – angielski park na granicy niemieckiej

Położony po obu stronach Nysy Łużyckiej, park Mużakowski znowu stanowi całość i cieszy turystów swoimi kilometrami dróg i ścieżek biegnących pośród starannie zaplanowanego krajobrazu. Nie zawsze jednak tak było. Przez ponad 50 lat na Nysie przebiegała granica polsko-niemiecka i starannie zaplanowana przez Hermanna von Pücklera całość była podzielona na dwie części.  Urocze mostki przerzucone przez rzekę straciły sens, a zieleń po stronie polskiej niszczała z roku na rok. Na szczęście już w 1989 roku udało się podpisać międzynarodową umowę w sprawie podjęcia wspólnych, polsko-niemieckich, działań na rzecz rekonstrukcji i ochrony Parku Mużakowskiego, a 2 lipca 2004 r. park został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

 

Dziś możemy podziwiać niesamowite dzieło ekscentrycznego księcia Pücklera w całej okazałości. Ponad 700 hektarów pełnych rozległych trawników, malowniczych skupisk drzew, starannie zaplanowanych otwarć krajobrazowych, jezior i mostków czeka na turystów. Odwiedzający mogą wspiąć się na jedno z trzech sztucznych pagórków ziemnych, pływać kajakami po rzece lub zwiedzać park rowerem. Mogą też obejrzeć odnowiony zamek – niczym wyjęty wprost z bajki Disneya – i jego wnętrza oraz leżący nieopodal ogródek biało-niebieski, gdzie na rabatach rosną wyłącznie rośliny o białych lub niebieskich kwiatach.

Niebieski mostek prowadzi do biało-niebieskiego ogrodu

Warto zwiedzać park w maju, gdy kwitną różaneczniki i azalie, ale park pozostaje malowniczy o każdej porze roku. Z Poznania dojazd zajmuje około 3 godzin, z Wrocławia zaledwie nieco ponad dwie godziny. Aby zobaczyć cały park, potrzebne są przynajmniej dwa dni.

Rozległe krajobrazy Parku Mużakowskiego

 

 Malowniczy Park Mużakowski

 

Miś z Sarajewa

Tragedia w pewnej europejskiej stolicy…

Samotna samica niedźwiedzia była ostatnim zwierzęciem, które pozostało przy życiu w zoo w Sarajewie podczas oblężenia miasta w czasie wojny domowej w latach dziewięćdziesiątych. Pozostałe zwierzęta zginęły już wcześniej, na skutek ataków snajperów z otaczających miasto gór oraz z głodu. Te, które padły wcześniej, stały się pożywieniem dla swoich pobratymców. Na terenie ogrodu zginęło 8 osób, które do ostatnich chwil usiłowały dostarczać zwierzętom pożywienie.

Tablica pamiątkowa poświęcona opiekunom zwierząt poległym na służbie

W końcu, 1992 roku, poddała się także ostatnia niedźwiedzica. Ustały rozdzierające głosy głodnych zwierząt. W zoo zapanowała cisza, przerywana jedynie hukiem pocisków. Z zoo pozostały ruiny,  wśród których kryły się szczątki zwierząt rozszarpanych przez pociski lub padłych z głodu.

Góry, z których ostrzeliwano zoo

Odbudowa zoo

Po wojnie zoo zaczęło dźwigać się z ruin. Mozolnie zbierano pieniądze na odbudowę. Wiele ogrodów z całej Europy – między innymi z Polski – ofiarowało zwierzęta. Plan odbudowy zoo pomógł stworzyć dyrektor Colchester Zoo, Dominique Tropeano. Niestety, miasto po wojnie miało pilniejsze wydatki. Widać na pierwszy rzut oka, że pracownicy zoo wkładają całe serce w jego odbudowę, jednak nadal nie osiągnięto stanu sprzed wojny.

Alejki sarajewskiego zoo; w głębi place zabaw dla dzieci

Jak zoo wygląda dzisiaj?

Cały ogród jest ogromnie zadbany i pełen zieleni. Niewielką liczbę zwierząt rekompensują liczne atrakcje dla dzieci. Zoo zadbało też o komfort matek z małymi dziećmi, przeznaczając dla nich osobny, komfortowy domek z miejscem do karmienia i z przewijakiem. Symboliczna jest obecność dwóch niedźwiedzi, żyjących na wybiegu na skraju ogrodu. Sarajewskie zoo stanowi ulubione miejsce spacerów z dziećmi, zielona oazę we wciąż bardzo zniszczonym mieście.

Domek dla matki z dzieckiem

W zoo znowu mieszkają niedźwiedzie

Warto odwiedzić Bośnię w czasie wakacyjnych wędrówek, warto również zawitać do nadal pięknego, mimo zniszczeń,  Sarajewa, a przy okazji zajrzeć do zoo w Pionierskiej Dolinie – rzadko spotyka się miejsce tak uwarunkowane historią! Cena biletów jest niewielka dla gości z Unii Europejskiej, a dla załogi zoo liczy się każdy grosz (w tym wypadku marka zamienna), a przede wszystkim wsparcie  naszej strony!

Zadbana zieleń w zoo w Sarajewie

Gertrude Jekyll – królowa projektowania ogrodów

Patrząc na moje ulubione angielskie ogrody, zawsze wspominam najsłynniejszą chyba projektantkę ogrodów – Gertrude Jekyll. Trudno bowiem przecenić jej wkład w rozwój sztuki projektowania. Jej pasja i kreatywność po dziś dzień stanowią inspirację dla współczesnych projektantów.

Mam ogromny sentyment do jej postaci – jej ogrody są przepiękne, wręcz baśniowe, a jej historia poruszająca. Gertrude Jekyll była kobieta w bardzo wówczas zamskulinizowanym świecie projektowania ogrodów. mimo to, zdołała osiągnąć spektakularny sukces. Wobec tego Miss Gertrude Jekyll otwiera nasz nowy cykl wpisów o znanych architektach krajobrazu.

Gertrude Jekyll urodziła się 29 listopada 1843 roku w Londynie. Jednak już jako pięciolatka przeprowadziła się do Bramley House w hrabstwie Surrey. Tam spędziła swoje dzieciństwo. Juz wtedy kochała piekne kwiaty i ogrody.

Gertrude studiowała sztukę, malarstwo, naukę o kolorach, optykę i botanikę. Z jej wiedzy i talentów malarskich wywodzi się jej słynne podejście do planowania rabat. Traktowała ona ogród jak płótno, a rośliny niczym farby. Projektowała rabaty bylinowe zachwycające impresjonistycznymi barwami. Kolory kwiatów łagodnie i płynnie przechodziły jedne w drugie.

Ważnym okresem w jej karierze była współpraca z architektem Sir Edwinem Lutyens. Wraz z nim tworzyła awangardowe projekty krajobrazów i ogrodów.

W ciągu swojego życia Gertrude Jekyll zaprojektowała ponad 400 ogrodów w Wielkiej Brytanii, Europie, a nawet w USA. Wydała też ponad 15 książek o tematyce ogrodniczej.

Zmarła 8 grudnia 1932 roku. Do dziś możemy podziwiać niektóre z jej dokonań – ogrody w Greywalls, Hestercombe, The Secret Gardens of Sandwich, Upton Grey i wiele, wiele innych.

Jej imieniem nazwano przepiękną, angielską różę, odmianę barwinka pospolitego o białych kwiatach (na zdjęciu poniżej), delikatną czarnuszkę damasceńską oraz ciemiernik cuchnący.

… a ogrodnicy lubią zwierzęta!

Rośliny wprawdzie nie chodzą do fryzjera, ale fryzjer czasem przychodzi do nich (w myśl powiedzenia o Mahomecie i górze). Sztukę strzyżenia drzew i krzewów w celu uzyskania określonych, nieraz bardzo wymyślnych kształtów,  znano już w starożytnym Rzymie. Rośliny takie noszą nazwę „opus topiarum”. Sztuka ta święciła triumfy w Renesansie, zanikła jednak wraz z nadejściem mody na ogrody krajobrazowe w XVIII wieku. W trochę innej formie kwitła też w Chinach i Japonii. W Europie powróciła w wielkim stylu w połowie XIX stulecie i po dziś dzień pojawia się gdzieniegdzie w rozmaitych założeniach ogrodowych. Strzyżone rośliny często na przykład spotyka się w obiektach o programie skierowanym do dzieci – tutaj przeważają rośliny formowane w kształt zwierząt, o których własnie dzisiaj chciałam pisać.

Zauważyłam bowiem, że moda na zwierzaki z roślin nadal jest całkiem żywa i ma się bardzo dobrze – zwłaszcza na Wyspach Brytyjskich, lecz nie  tylko!

Przeglądając dzisiaj strony internetowe, natrafiłam na wieloryba z nadmorskiego miasteczka w hrabstwie Kent

(zdjęcie zaczerpnięte ze strony Daily Mail – pełen artykuł tutaj: http://www.dailymail.co.uk/news/article-1131947/Whale-hedge-sculpture-proves-big-hit-seaside-town.html )

Imponujący waleń został wyrzeźbiony przez wykładowcę Canterbury Christ Church University, Nicki Leggatt. Można się sprzeczać na temat gustowności tej oryginalnej ozdoby ogródka, ale jedno jest pewne – wykonanie takiego zwierzaka wymaga niesamowitej cierpliwości i masę czasu. Autorka zaczęła go rzeźbić w 2003 roku z przerośniętego żywopłotu z ligustru. Moim zdaniem wieloryb jest uroczy!

Zwierzaki z roślin pojawiają się tez w angielskich parkach. Oto przykłady z parku zamkowego w Colchester w Essex:

Groźny Lew

Wyniosły Paw

Warto zwrócić uwagę na to, że podczas gdy lew wyrzeźbiony jest klasycznie z bukszpanu, to paw tylko szyję i głowę posiada strzyżone z krzewu, natomiast ogon stanowi kolorowy dywanowy klomb.  Niewątpliwie takie figury stanowią atrakcję dla zwiedzających, zwłaszcza dla dzieci, i wzbogacają program parku.

Na koniec zastosowanie rzeźb roślinnych w ogrodzie zoologicznym – wypatrzone w Zoo w Budapeszcie zwierzaki zdobiące plac przed wejściem na teren ogrodu.

Wiewiórka na klombie

Ni pies, ni wydra 😉

Rzeźby wprawdzie nie tak imponujące, jak wieloryb z Kentu, jednakże ładnie nawiązujące do roli ogrodu zoologicznego.

Na koniec – opus topiarum na miarę XXI wieku – niesamowite rzeźby z mchu! Do obejrzenia tutaj: http://www.gidesigns.com/animal-topiary-wire-art.html

Miłego rzeźbienia!

Zwierzęta też lubią zieleń!

Praca w pracowni wrze, ale znalazłam dziś chwilę czasu, żeby uaktualnić bloga i wreszcie opisać konferencję EAZA grupy Zoohorticultural w Budapeszcie.

By nieco przybliżyć temat zacznę od kilku wyjaśnień. Otóż wszystkie dobre ogrody europejskie należą do stowarzyszenia EAZA (European Association of Zoos and Aquaria). Organizacja ta zajmuje się współpracą między ogrodami, prowadzeniem programów rozrodczych, ustalaniem najlepszych metod hodowli i wieloma, wieloma innymi ważnymi sprawami. Zainteresowanych odsyłam na stronę http://www.eaza.net .

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ 10 lat temu osoby pracujące w ogrodach zoologicznych, lecz zajmujące się zielenią i projektowaniem wybiegów, uznały, że pełnią ważną rolę w swoich ogrodach i że powinni mieć swoją własną, odrębną konferencję.  Od tego czasu grupa spotyka się co roku w maju, dyskutując, pokazując nowe projekty, dzieląc się doświadczeniami i próbując wyraźniej zaznaczyć obecność roślin w ogrodach zoologicznych.

Tegoroczna konferencja miała miejsce w ostatnim tygodniu maja, w zoo w Budapeszcie. Oprócz interesujących wystąpień, prezentacji i dyskusji goście zostali powitani z  węgierską serdecznością, napojeni palinką i tokajem i nasyceni gulaszem, a na koniec zmuszeni do nauki tradycyjnych tańców węgierskich (co prawda, po degustacji palinki nikogo specjalnie nie trzeba było zmuszać do tańca).

Prezentacje obejmowały między innymi niesamowity, nowy masterplan dla zoo w Paryżu i Arktykę w zoo w Rotterdamie. Autorka niniejszego bloga przedstawiła projekt zieleni dla słoniarni w Nowym Zoo w Poznaniu (można go obejrzeć w dziale „portfolio”).

Rozwój architektury krajobrazu w ogrodach zoologicznych ma ogromne znaczenie dla naszych placówek, które – w miarę jak samorządy doceniają je jako atrakcje turystyczne – powoli zaczynają otrzymywać większe środki na rozwój. Widać to na przykładzie słoniarni w Poznaniu, inwestycji we Wrocławiu czy planowanej rewitalizacji zoo w Toruniu. Dodam nieskromnie – do koncepcji tej ostatniej sama przykładałam rękę. Rysunki pojawią się w portfolio po zamknięciu przetargu.

A na razie – kilka zdjęć z Budapesztu.

W zoo mnóstwo jest rzeźb przedstawiających zwierzęta. To bardzo miły i spójny akcent!

Na zdjęciu – lemur katta.


A tutaj żywy i prawdziwy lemur w całej okazałości – mamuśka z bliźniakami na plecach.

Na zdjęciu nowy, bardzo zielony wybieg goryli. Goryla, niestety, nie widać.

Na zakończenie chciałabym zachęcić  do wspierania Państwa lokalnych ogrodów zoologicznych.

P.S. Kiedy tylko wyjrzę spos stosu rysunków, pojawią się nowe projekty w portfolio 😉

Rzymskie Wakacje

Po szaro-burej monotonii pokrytego śniegiem polskiego krajobrazu przylot do Rzymu (po zaledwie niecałych dwóch godzinach podróży) szokuje feerią barw i zapachów. Już pierwsze chwile na lotnisku Ciampino i podczas przejażdżki autobusem prowadzonym przez szalonego kierowcę dają przedsmak niepowtarzalnej atmosfery Wiecznego Miasta. Niemałe znaczenie ma oczywiście temperatura. Zaskakuje widok Rzymian w futrzanych płaszczach i wełnianych czapkach, podczas gdy my, przybysze z północy, pocimy się w naszych zimowych kurtkach. Rożnica niemal 20 stopni Celsjusza może zaskakiwać nieprzygotowany na taką zmianę organizm!

Rzym jest miastem barwnym – nawet w lutym. Te barwy dostrzegamy zwłaszcza w kontraście z zalegającym w Polsce od miesięcy śniegiem.  Natychmiast po przylocie witają nas palmy, które będą towarzyszyć nam przez resztę pobytu. Wszędzie naokoło dostrzeżemy też sosny pinie i cyprysy. Pinie zdobią wyniosłe mury Watykanu i pochylają się nad zabytkami Forum Romanum. Wtórują im wyniosłe, wysmukłe cyprysy. Zielona trawa wyrasta między wszechobecnymi antycznymi ruinami. Roślinność wylewa się zza płotów i pokrywa barwnymi kaskadami wiekowe mury, kipi z ogrodów na dachach i wyrasta ze szczelin w ścianach.

Jeśli zagłębić się nieco w rzymskie uliczki, można zauważyć drobne elementy stanowiące o specyfice tego miasta. Zachwycają przede wszystkim miniaturowe balkony przyklejone do ścian domów niczym ptasie gniazda i parapety okienne –  dosłownie kipiące  zielenią. Wydawałoby się, że ani balkon czy parapet, ani stojące na nim doniczki nie mają prawa się utrzymać.  Nie widziałam jednak żadnego wypadku z udziałem przechodnia i doniczki! Rośliny często  zasłaniają odrapane ściany i odpadający tynk. Rzymianie do perfekcji opanowali sztukę zagospodarowania zielenią bardzo niewielkich przestrzeni – umiejętność godna pozazdroszczenia i niezbędna w gęsto zaludnionym mieście. Kilka przykładów rzymskich balkonów i parapetów poniżej.

Charakterystyczne dla Wiecznego Miasta są też urocze podwórka kamienic i kościołów wypełnione roślinnością. Bywają to drzewka w gruncie (pomarańcze, banany, cytryny…) lub rośliny w doniczkach. Wiele takich podwórek posiada własne, miniaturowe fontanny. Można je zauważyć zaglądając chyłkiem przez bramę – zazwyczaj są one usytuowane na wprost wejścia. Czasem rolę takiego mini – ogródka pełni wąski wjazd na posesję. Wtedy jest on wypełniony roślinnością, z pozostawionym jedynie wąskim przesmykiem na samochód. Nie trzeba dodawać, że Rzymianie dokonują cudów parkując w niemożliwie, wydawałoby się, wąskich zaułkach.

W Rzymie łatwo można się zakochać – ale można i z niego czerpać inspirację, jak nawet najmniejszy i najbrzydszy zaułek uczynić kipiącym roślinnością, zielonym rajem.